Czytelnia

Raz na wo(d)zie, raz pod wodą

a-cup-of-water-904698_1920

Świadomość społeczeństwa dotycząca konieczności, a zarazem pożytku płynącego ze spożywania wody jest coraz większa. Niestety większa jest też sprzedaż wód smakowych, bo przecież owocowe, to zdrowe, nie? A no nie. Ale o tym zaraz.

Najpierw kilka słów o zwykłej, najzwyklejszej wodzie krążącej w naszym ciele.

Jest ona nam niezbędna nie tylko po to, aby ugasić pragnienie, ale przede wszystkim, aby sprawnie funkcjonować. Każdy z nas, w co najmniej 50%, a raczej więcej, składa się właśnie z wody. Czyli jeśli jej nie dostarczamy, to tak jakbyśmy (świadomie) się głodzili.

Co więcej, nie chodzi wyłącznie o to, że ta woda w nas po prostu sobie jest. Ona odpowiada za wiele różnych czynników takich jak: regulacja temperatury ciała, oddychanie, przenoszenie i wchłanianie substancji odżywczych, wydalanie zbędnych produktów przemiany materii. Dziennie tracimy około 2-2,5 l wody, właśnie na procesy fizjologiczne. Zatem tyle samo powinniśmy przyjąć. Oczywiście osoby trenujące, wykonujące ciężką pracę fizyczną czy przebywające w niekorzystnych warunkach, ale także kobiety w ciąży, powinny dostarczać płynów zdecydowanie więcej. W czasie upałów, ale i mroźnych dni, gdy złapiemy jakąś infekcję podaż wody także powinna być zwiększona, ze względu na większą utratę energii, podczas gdy organizm próbuje doprowadzić się do ładu.

Człowiek bez wody może wytrzymać 2-3 dni, później umiera. Pierwsze objawy odwodnienia to najzwyklejszy ból i zawroty głowy. Naturalnie brak wody nie jest jedyną przyczyną bólu głowy, jednak warto o tym pamiętać, a szczególnie gdy spada nam koncentracja, sięgnąć wtedy po kubek wody.

Składniki mineralne w wodzie

Jeśli nie dostarczamy z pożywieniem odpowiednich ilości niezbędnych składników mineralnych, takich jak np. wapń czy magnez, warto sięgnąć po wody zmineralizowane, które stanowić mogą naturalny suplement diety. Pamiętajmy jednak, że regularne i jednocześnie bardzo, bardzo wysokie spożycie różnych minerałów, połączone z siedzącym trybem życia, w dłuższym czasie może negatywnie odbić się na pracy naszych nerek. Mając do przefiltrowania ogrom substancji mineralnych, będą one zbyt obciążone, by tak wydajnie pracować, jak wtedy, kiedy część z tych składników byłaby wydalana z potem. Naturalnym rozwiązaniem nie jest rezygnacja z wody mineralnej, ale większa aktywność fizyczna.

Mineralizacja wód to temat rzeka, kiedyś jeszcze do niego wrócę.

Dziś tylko chcę podkreślić, że odpowiednie nawodnienie organizmu jest kluczowe dla naszego zdrowia i kondycji.

Woda z kranu

A co jeśli nie smakują nam wody wysoko zmineralizowane? Ja często popijam kranówkę. Przepuszczam ją przez filtr tak trochę pro forma. Mam to szczęście, że nasza miejska woda nie jest chlorowana tak jak np. w Warszawie, gdzie naprawdę czuć tę nieprzyjemną woń. Nie boję się, jeśli woda jest twarda. Ta twardość wynika przecież z obecności węglanów wapnia czy magnezu, niezbędnych dla naszego organizmu. Oczywiście picie wody z kranu wymaga pewnego przełamania się, jednak jestem zdania, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Warte podkreślenia jest to, że woda bez żadnych substancji mineralnych może nam nawet zaszkodzić, bo nie nakręca do pracy naszej sodowo-wapniowo-magnezowej pompy, czyli tak jakby rozpuszcza obecne w naszym ustroju elektrolity. A to w konsekwencji może prowadzić wręcz do odwodnienia. Dlatego istotne jest różnicowanie spożywanej wody. A w przypadku sporych niedoborów składników mineralnych, zalecana jest konsultacja z kompetentnym lekarzem, który niekoniecznie od razu zapisze na recepcie litanię tabletek.

Płyny to nie tylko woda

Zalecane średnie spożywanie 2-2,5 l płynów nie oznacza, że codziennie mamy maszerować z baniaczkiem do wodopoju. Pod szerokim hasłem „płyny” kryją się także warzywa, owoce, zupy i koktajle obecne w naszym zróżnicowanym jadłospisie. To oczywiście także napary ziołowe czy herbaty owocowe. Do tych napojów nie wliczymy jednak kawy, która działa wręcz odwrotnie, czyli odwadnia organizm, wypłukując z nas przy okazji magnez. My Polacy, jeszcze musimy nauczyć się „popijać” kawę wodą, ale wystarczy wyskoczyć do Włoch, czy Portugalii, gdzie w dobrych kawiarniach (czyli w większości) szklanka wody do filiżanki kawy jest normą. I to nie tylko do zabójczo mocnych espresso!

Wody smakowe

Na koniec kilka słów o wodach smakowych, czyli niebezpiecznej mieszance prowadzącej do nadwagi i otyłości. Szczególnie u dzieci.

Woda sama w sobie ma 0 kcal. Gdyby do litra dodać garść truskawek, to kaloryczność skoczyłaby do 20. W wodzie smakowej też znajdziemy te 20 kcal, ale już nie w litrze, tylko w… 100 ml…! Zatrważające dane. Czy to zatem błąd w rachunkach? Niestety nie.

Ostatnio zatrzymałam się w sklepie przy półce z wodami smakowymi, aby przyjrzeć się ich etykietkom. I oto wyniki:

Woda smakowa. Truskawkowa. Pycha – na pewno niezwykle orzeźwiająca. Podejrzewam, że to może być pierwsza myśl nieświadomego konsumenta.

Skład: woda (całe szczęście!), cukier, aromat. Cukier? A gdzie te owoce z naklejki? strawberries-1324858_1280

Oczywiście są także wody z dodatkiem zagęszczonego soku, jest go np. 0,1%. Czyste szaleństwo. Ale nim go dolali to butelki, wsypali najpierw cukier. Dużo cukru. Na 100 ml płynu – łyżeczka białego proszku (5g). W szklance mamy już 2-2,5 łyżeczki. Każda łyżeczka to ok. 20 kcal. Tak jak garść truskawek. Czyli na jedną szklankę powinniśmy tych garści mieć ponad dwie.

Proponuję zatem te truskawki wrzucić sobie samemu do szklanki, niech pływają. Woda wtedy będzie naprawdę smakowa. Dodajmy każdy inny owoc, jeśli potrzebujemy odmienić smak. Wyciśnięty sok z cytryny? I to jeszcze z listkiem mięty… mmmmm… To dopiero orzeźwienie. Zachęcam do wodno-owocowych eksperymentów!

Choć tak między nami, to wodę ‘bezsmakową’ polecam pić łyk za łyczkiem przez cały dzień, a porcję owoców zjeść po prostu na drugie śniadanie.

Pozdrawiam serdecznie!